Część 1
-Ale nudy! - Zuza skakała po kanałach TV już dobre dziesięć minut, ale na żadnym programie nie transmitowano koncertu jej ulubionego zespołu - One Republic. Po kolejnych zmarnowanych dwóch minutach nastolatka zdecydowała się wyłączyć przeklęte pudło. Podeszła do dużego okna. W salonie okna były potężne i piękne, niczym w pałacu. Delikatne zasłonki uszyte przez panią Krystynę- mamę Zuzy, wisiały na srebrnych karniszach. Słońce właśnie zachodziło, a w oddali dało się słyszeć śmiechy jakiejś grupki młodzieży. Zuzanna Kos - wysoka, szczupła brunetka o głębokich oczach i długich włosach spinanych najczęściej w koński ogon - zmarszczyła brwi. To na pewno jej paczka włóczy się teraz po przedmieściu, kiedy to ona musi siedzieć całe dwa tygodnie w domu... A wszystko przez to, że wróciła z ostatniej imprezy pół godziny później, niż ustalili rodzice. Na nic zdały się tłumaczenia, że to przecież były urodziny jej najlepszej przyjaciółki - Mai, ani że miała do domu spory kawałek! Rodzice postanowili ją uziemić. To już lekka przesada, bo przecież Zuza jest gimnazjalistką! Wyszła na balkon. Wiatr nie wiał już tak mocno jak po południu, zrobiło się jakby cieplej. Dziewczyna rozgoryczona swoją sytuacją westchnęła głęboko i wróciła do domu. Bez sensu było parzenie na ulicę. Zuza była jeszcze bardziej smutna, niż przed chwilą.
-Żałosne to wszystko...Napiszę do Mai! - wzięła do ręki Samsunga Galaxy S II i zaczęła wystukiwać wiadomość do przyjaciółki, idąc jednocześnie na piętro klatką schodową. Nagle ktoś wbiegł do domu. Gosia - trzynastolatka utalentowana muzycznie, była najmłodszym dzieckiem Krystyny i Tomasza Kosów. Bujne blond włosy sięgające do pasa, błyszczące niebieskie oczy i o wiele za duży sweterek... Zostawiła pod drzwiami swoją gitarę i jak zwykle wyjęła z szafki swoje ulubione ciasteczka z czekoladą, które zapijała mlekiem z lodówki.
-Gośka! Mówiłem ci setki razy, żebyś nie popijała zimnym mlekiem cia... a właściwie to niczego. Przecież mama ci zabroniła! - Krystyna była bowiem lekarzem rodzinnym, więc znała się na takich sprawach. Jej mąż zawsze przestrzegał rad udzielonych przez panią doktor i czuwał na tym, by również dzieci dostosowały się do nich. Młoda tylko zerknęła spod gęstych rzęs swoimi oczkami i wyszła z kuchni. Ojciec zabrał się za zmywanie naczyń, gdyż Krystyna miała nocny dyżur w szpitalu na oddziale dziecięcym.
-Dlaczego nie zostawisz tego zmywarce? - odezwał się Sebastian, który właśnie wrócił z treningu piłki nożnej.
-Bo może nie lubię używać tych wszystkich dziwnych cywilizo-urządzeń? - odparł ojciec. Nie ma się co oszukiwać.. Pan Kos po prostu nie miał pojęcia o włączeniu zmywarki. Zawsze zapracowany, nigdy nie miał okazji nauczyć się obsługiwać wszelkich robocików.
-Pokaż... wystarczy wcisnąć to, a potem to i jeszcze tutaj i już! - pouczał siedemnastolatek. To strasznie banalne, prawda? - Ale Tomasz i tak nie zapamiętał tej instrukcji. Zdjął fartuszek z nadrukiem "Najlepszy tatuś na świecie" który dostał kilka lat temu na Dzień Ojca od swoich pociech, rzucił go na taboret i wyszedł.
-Jeszcze wiele się musisz się nauczyć, inaczej mama rzuci pracę... - pomyślał cicho Sebastian. Podszedł do półeczki wiszącej na ścianie nad stołem i włączył radio.
-Ha! Uwielbiałem Jacksona, kiedy byłem jeszcze w podstawówce! - ucieszył się chłopak. Wziął miotełkę w ręce i zaczął zamiatać kuchnię płynnymi ruchami. Tymczasem zmywarka wykonywała to, co do niej należy, a brudne naczynia wciąż tkwiły w zlewie... Dochodziła już dwudziesta druga.